O WYCHOWANIU MACIERZYŃSKIEM
O WYCHOWANIU MACIERZYŃSKIEM
Zofia Kowerska
Warszawa
1881r.
PRZEDMOWA.
'Czego brak dziewczętom francuzkim do dobrego wychowania:' — zapytał Napoleon I-szy pani Campan, osoby, która wielkie na polu wychowawczym położyła zasługi. — 'Matek' — odpowiedziała.
Matek — któreby umiały wychowywać dzieci! Oto jednogłośne wołanie we wszystkich krajach, we wszystkich spółeczeństwach. Czem sa bowiem rodziny, czém są matki — tém są obywatele kraju, tém są kobiety w ogóle. Ich czyny — to plon: zasiew rzuciły matki.
Być szafarzem bożego ziarna dla dusz dziecięcych, walczyć miłością, zdobywać nią serca dla cnoty i nic uchylać się od żadnych trudów i pracy dla ukochanych, czy może być wznioślejsze powołanie, szczęście większe i czystsze? Te matki, które go gdzieindziej szukają, to ślepe duchem istoty, niegodne słodkiego matek imienia. Czynność ich tylko ujemna; mają dzieci z ciała, lecz nie mają ięli według ducha; obca ręka, obce wpływy wychowuję synów i córki tych nieszczęśliwych. Dzieciom, które osierocają moralnie, należy się litość, ale ratunek ich jest niepodobny: tu działa przypadek jedynie.
Nietylko im wszakże ratunek jest potrzebny: czekają go nasze dzieci, dzieci matek kochających i poświęconych, tych, co całe niebo dobrych chęci składały w pracy macierzyńskiej. One chcą, pragną, kochają — ale nie wiedzą. Niczego im nie brak, tylko kierunku do pracy troskliwej, tylko przetarcia oczu do jasnego sojrzenia, tylko zamienienia miękkiego złota dobrych chęci w hartowną stal woli.
W imię, miłości cóż może się stać niepodobnem?
Zebrane w niniejszej pracy wskazówki sa owocem usiłowań rozświecenia jednej, pojedynczéj ścieżki życia, usiłowań któremi także miłość kierowała. Podzielenie się wynikiem ich z szerszą publicznością jest tylko skróceniom drogi tym matkom, które same dojśćby mogły do podobnych wniosków. Trochę doświadczenia własnego, a więcéj pracy nad dziełami innych: oto podstawa tej książki. Nie zawiera ona w sobie nowości i za nią się nie ugania; pragnie tylko przynieść wskazówki pewne tym matkom, którym zajęcia lub brak sposobności nic pozwoliły na poszukiwania własne.
ROZDZIAŁ I.
OBOWIĄZKI MATKI ZACZYNAJĄ SIĘ PRZED URODZENIEM DZIECKA. MATKA WIELE MOŻE DLA ZDROWIA SWYCH DZIECI. WPŁYW ZACHOWANIA SIĘ MATKI CIĘŻARNEJ NA DZIECIĘ, KTÓRE NOSI W ŁONIE.
Obowiązki matki względem dziécięcia zaczynają się jeszcze przed jego urodzeniem. Przez cały dziewięciomiesięczny przeciąg czasu, w którym je piastuje w swem łonie, jest ona tak nierozerwalnie z niém związana, iż jedno życic, jedna krew płynie w obojgu. Zachowaniem się swojém, może się ona przyczynić do wyposażenia malej istoty, którą na świat ma wydać, zdrowiem i siłą, oraz zapewnić jej warunki szczęśliwego życia, w prawidłowo zbudowaném ciele.
Wprawdzie nie jest ona w tym razie wszechmocną; ale nie jest téż zupełnie pozbawioną możności działania. Niezawodną jest rzeczą, że gdyby każda kobieta, zostająca w stanie błogosławionym, pragnęła wydać kwitnące siłą i zdrowiem dziecię; gdyby chciała już wtedy żyć dla niego; mniej mielibyśmy między nami istot wątłych, słabych moralnie i fizycznie.
Zastanówmy się tylko, czy rzecz nie wyda się naturalną i logiczną? Przez cały czas ciężarności, organizm dziecka zależy zupełnie od organizmu matki; z niego czerpie on silę żywotną, która w krótkim stósunkowo czasie z mikroskopijnego zarodka, tworzy dziecię już żyć na własną, rękę mogące. Natura działa tu zapewne w sposób tajemniczy i niedościgniony; lecz samo połączenie tak zupełne matki z dziecięciem już nam pokazuje, czém musi być organizm żywiący, dla organizmu życie przyjmującego. Tymczasem matki zbyt wcześnie poczynają niewłaściwie obchodzić się z dziecięciem; a ponieważ nie widzą go jeszcze i niedostrzegają jego cierpień; więc często nie domyślają się nawet, jak wielkie, przed urodzeniem, zadają mu tortury. Niewiem, czy dziecię już je wtedy odczuwa, lecz nieraz przez cale życic widoczne nosi ich ślady. 'Często wieki nie są w stanie odkupić błędu jednéj chwili'. Jeżeli w życiu historyczném ludzkości jest to prawdą; w życiu człowieka pojedynczego, tylko na niniejszą skalę, to samo się powtarza. Często długie lata cierpienia są następstwem błędów, jakich ciężarna matka dopuściła się względem dziecięcia. Ach — ileż błędów takich codziennie się popełnia! Młoda kobieta, biédna salonowa lalka, nie jest w stanie odczuć powagi i świętości stanu macierzyństwa. Ona przez cud niezbadany nosi drugie życie w sobie, w niej siła Boża tworzy dziecię czyni ją matką, a ona swego położenia się wstydzi, nie zrzuca gorsetu podkopującego jéj zdrowie, utrudniającego rozwój naturalny dziécięcia. Dla czczej zabawy pozbawia się snu potrzebnego dwóm istotom, naraża się na upadek w tańcu, nie czuwa nad swoim skarbem i tylko utyskuje nad przykrościami, jakie stan wyjątkowy jéj sprowadza.
Ta kobieta to jeszcze dziecko, którego uczucia nie wzniosły się nad poziom próżności i małostek towarzyskiego życia. Może nazawsze zostanie ona dziecięciem jak to często się zdarza; może dojrzeje umysłem; lecz czy dojrzeje w kierunku moralności i cnoty rodzinnej? To jeszcze wielkie pytanie. Kobieta kocha swe dziecię lub dzieci, ale tak lęka się zostać matką powtórnie, że jeżeli Bóg zeszle jej nadzieje macierzyńtwa, zdaje się jéj, że w nią grom nieszczęścia uderzył. Drży na myśl boleści, jakie ją, czekają, płacze nad powiększającą się rodziną a z nią
